Barcelona – wspomnienia z niskobudżetowego wyjazdu sprzed kilku lat

Barcelona

Barcelona była pierwszym miastem, do którego pojechałam na niskobudżetowy wyjazd. Odwiedziłam ją na długo przed tym, zanim założyłam bloga. I ten wpis prawdopodobnie nigdy by nie powstał, ale moja ostatnia wizyta w Andaluzja przywołała wspomnienia z Hiszpanii. Dlatego poszukałam moich starych notatek z Barcelony i przejrzałam zdjęcia. Dzięki temu udało mi się napisać krótki post.

Barcelona

Barcelona raczej słynie z wysokich cen, ale kilka lat temu udało mi się spędzić 5 dni w tym mieście i zmieścić się w kwocie ok. 800 zł za wszystko. Obecnie wydaje się to niemożliwe. Jednak wymagało to pewnych poświęceń. Do Barcelony miałam wieczorem lot z Warszawy (wtedy bilet w jedną stronę kosztował ok. 160 zł, teraz jak się ma szczęście można trafić na jeszcze tańsze), więc na miejscu byłam koło północy, aby mniej wydać zrezygnowałyśmy więc z noclegu na tę pierwszą noc. Wtedy to była ciekawa przygoda, ale obecnie nie wiem, czy bym ją powtórzyła. Na szczęście Barcelona to miasto, które żyje nocą, więc spacerowanie po północy nie było takie straszne, a nawet wesołe. Nie brakowało bawiących się dzieci, a nawet rodziców na spacerze z niemowlakami. Nawet większość sklepów było otwartych przez całą noc, ale alkohol sprzedawano tylko do 23. W końcu udało się dotrzeć do Sagrada Familia – najbardziej znanej świątyni w Barcelonie, która w nocy wyglądała dość upiornie.

Sagrada Familia nocą Sagrada Familia nocą Sagrada Familia nocą

Nocleg miałyśmy w hostelu Ole, który był dość tani jak na hiszpańskie warunki (za cały pobyt wyszło ok. 150 zł). Jednak rano już trochę się przeraziłyśmy, że taka niska cena to podpucha, ponieważ przez dłuższy czas nie mogłyśmy znaleźć naszego hostelu. Na szczęście obawy okazały się niepotrzebne. Hostel znajdował się pod właściwym adresem, tylko był słabo oznaczony.

Wejście do hostelu

Po zakwaterowaniu wreszcie można było wyruszyć na małe zwiedzanie, ale nie było ono zbyt intensywne po nieprzespanej nocy. Większość czasu spędziłam więc na Placu Katalońskim, gdzie odbywało się jakieś wydarzenie i wszędzie stały namioty.

Plac Kataloński Plac Kataloński

Następnie wybrałam się do Parku Ciutadella, gdzie wreszcie mogłam trochę odpocząć i się zrelaksować. Jednak to miejsce, w którym nie brakuje też zabytków, więc udało się udało się też obejrzeć kilka ciekawych obiektów.

Park Ciutadella

Park Ciutadella

Kolejne dni upłynęły na zwiedzaniu i odpoczynku na plaży. Skoro to był wyjazd niskobudżetowy, to z reguły wybierałyśmy atrakcje, za które nie trzeba płacić. Tak więc spacerowałyśmy po różnych uliczkach Barcelony, oczywiście odwiedziłyśmy też słynną La Ramblę. Nie mogłyśmy też ominąć portu, w pobliżu którego roiło się od ciemnoskórych sprzedających podróbki.

Plaża w Barcelonie

Barcelona

Port w Barcelonie

Barcelona

Jedyną płatną atrakcją, z której skorzystałam w Barcelonie, był wjazd kolejką na Montjuic (kilka lat temu bilet kosztował kilkanaście euro).

Kolejka na Montjuic

Widok z kolejki na Montjuic Widok z kolejki na Montjuic

Jest to wzgórze o wysokości 173 m n.p.m, z którego można podziwiać panoramę miasta. Na wzniesieniu znajduje się forteca Castell de Montjuïc, a także ogrody i fontanny.

forteca Castell de Montjuïc forteca Castell de Montjuïc forteca Castell de Montjuïc

Kolejny obiekt, który znajduje się na wzgórzu Montjuic to Museu Nacional d’Art de Catalunya.

Museu Nacional d'Art de Catalunya

Na koniec jeszcze kilka zdjęć z Barcelony:

Polskie akcenty

W Barcelonie można też było trafić na polskie akcenty. Niestety nie wszystkie były pozytywne. Pierwszy to lokal Krakowiak, który widać na poniższym zdjęciu. To jeszcze nie takie było takie złe, pozostałe polskie akcenty były zdecydowanie gorsze. W Barcelonie można spotkać wiele bezdomnych, którzy spali na ulicy z całym swoim dobytkiem, jeden z nich miał tabliczkę z napisami po polsku.

Polskie akcenty w Barcelonie

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*