Nadmorska przygoda cz. III

Wszystko co dobre, szybko się kończy i nasz pobyt nad morzem również zmierzał ku końcowi. Nadszedł ostatni dzień naszego wyjazdu. Rano wymeldowałyśmy się i pojechałyśmy pociągiem do Sopotu. Zaplanowałyśmy, że zostawimy tam bagaże w przechowalni, a następnie pojedziemy zwiedzać Gdynię. Następnie wieczorem miałyśmy pochodzić po Sopocie, a w nocy pociągiem wrócić do Warszawy. Gdańsk sobie odpuściłyśmy, ponieważ obydwie miałyśmy okazję go zwiedzić wcześniej.

Niestety, los trochę pokrzyżował nasze plany. W Sopocie okazało się, że nie ma wolnych przechowalni. W końcu udało nam się znaleźć zastępcze miejsce na bagaż, ale musiałyśmy odebrać go przed 17. Z tego powodu na zwiedzanie w Gdyni miałyśmy niewiele czasu, więc spacerowałyśmy głównie po promenadzie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W czasie spaceru mogłyśmy podziwiać morze oraz statki. Najbardziej w oczy rzucał się “Dar Młodzieży”, czyli pierwszy  żaglowiec  zbudowanym w polskiej stoczni na podstawie oryginalnego polskiego projektu.

 

 

 

Zastanawiałyśmy się, czy nie wybrać się na rejs po morzu, ale po raz pierwszy w czasie tego wyjazdu natknęłyśmy się na tłum turystów i bałyśmy się, że nie zdążymy odebrać naszego bagażu w Sopocie. Na szczęście w Gdyni słońce rozpieszczało turystów i było wyjątkowo ciepło, więc mogłyśmy dłużej posiedzieć na plaży bez obaw, że zmarzniemy.

 

W końcu wróciłyśmy do Sopotu, w którym było o wiele chłodniej. Na szczęście po odebraniu bagażu, udało się znaleźć wolny schowek i mogłyśmy w spokoju pochodzić po mieście. Na początku spacerowałyśmy po Parku Północnym, w którym stoi pomnik Jerzego Haffnera – założyciela sopockiego uzdrowiska.

 

Następnie chodziłyśmy po deptaku. Jednak darowałyśmy sobie spacer po słynnym sopockim molo, ponieważ każda z nas już na nim była, a chłodny wiatr nie zachęcał do zbliżania się do morza.

 

Dlatego zaczęłyśmy chodzić różnymi uliczkami i oglądałyśmy różne budynki, które zazwyczaj się pomija podczas zwiedzania Sopotu.

 

W międzyczasie zjadłyśmy obiad i odwiedziłyśmy kilka sopockich lokali. Jednak stwierdziłyśmy, że można jeszcze coś zobaczyć, więc spacerowałyśmy po Parku Południowym.

 

 

 

W końcu nadszedł czas, aby wrócić na dworzec. Oczywiście najlepszą trasą na powrót był sopocki deptak, czyli idealne miejsce na spacery. Po drodze udało mi się sfotografować słynny Krzywy Domek, przy którym wcześniej były tłumy turystów.

 

 

Chociaż weekend majowy trwał 5 dni, my wykupiłyśmy bilet weekendowy, który był ważny do 6 rano 3 maja. Dlatego nad morzem spędziłyśmy tylko 3 dni. Trochę szkoda, że pobyt trwał tak krótko, ale dzięki temu wracałyśmy pustym pociągiem. W czasie naszego wyjazdu było chłodno, szczególnie ostatnio dnia, ale uważam go za udany.

Biorąc pod uwagę fakt, że była to majówka nad morzem, czyli atrakcyjnym turystycznie rejonie i zaplanowana dość późno to wydałyśmy niewiele pieniędzy:

81 zł – bilet weekendowy

76 zł – 2 noclegi w Domu Studenta zarezerwowane przez booking.com

ok. 30 zł – dodatkowe bilety na komunikację miejską

Po doliczeniu wydatków na jedzenie wyszło ok. 300 zł, a posiłki z reguły były naprawdę bardzo smaczne. Szczególnie smakował mi obiad w Ustce zakupiony w Tawernie ViVa, czyli ryba z ziemniakami i sałatką – porcja była bardzo duża, a kosztowała niewiele ponad 20 zł.

 

Zobacz też:

http://zusmiechemprzezswiat.pl/2017/05/04/nadmorska-przygoda/

Nadmorska przygoda cz. II

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*